Wybory sędziów do KRS to nie „rocket science”, lecz test na powagę państwa
Aby tzw. plan B dotyczący wyborów do KRS nie stał się zarzewiem kolejnego kryzysu, musi spełnić trzy fundamentalne warunki: Sejm powinien złożyć jasną deklarację, zasady wyłaniania kandydatów muszą być uznane za uczciwe przez sędziów, a finał procesu musi być wierny złożonej obietnicy.
Miesiąc temu na portalu X zaproponowałem, by politycy – chcąc oprzeć wybór sędziowskiej części Krajowej Rady Sądownictwa na rekomendacjach środowiska – dokonali klarownej autolimitacji w formie uchwały Sejmu. Z satysfakcją odnotowuję, że koalicja rządząca zamierza przyjąć uchwałę, w której zobowiąże się do uszanowania woli sędziów. To krok w dobrą stronę, ale diabeł, jak zawsze w polskim sporze o wymiar sprawiedliwości, tkwi w procedurach. Aby ten tzw. plan B nie stał się zarzewiem kolejnego kryzysu, musi on spełnić trzy fundamentalne warunki: Sejm powinien złożyć jasną deklarację, zasady wyłaniania kandydatów muszą być uznane za uczciwe przez samych sędziów, a finał procesu musi być wierny złożonej obietnicy.
Między prawem a umową społeczną
Sytuacja jest karkołomna. W mocy pozostaje ustawa o KRS w brzmieniu z grudnia 2017 r., która ostateczny głos w procesie wyboru 15 sędziów-członków Rady przyznaje Sejmowi. Koalicja, której nie udało się zmienić tego prawa, szuka drogi pośredniej. Chce, by to sędziowie wskazali posłom, kogo ci powinni...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)