Misjonarz w korkach
Szybko osiwiał, ale miał wciąż młodą twarz i świadomość, ile jeszcze dobrego czeka go w życiu. Pomagał ludziom, nawet obcym, nie czekając na rewanż. Bo „nagrodę to ja mogę mieć w niebie” – mówił Jacek Magiera. Zmarł nagle 10 kwietnia, w wieku 49 lat.
Stało się coś, czego liga i dziennikarstwo sportowe wcześniej nie widziały. Po niespodziewanej śmierci Jacka Magiery wszyscy wspominali go w takim samym, pełnym żalu tonie. W podzielonym, pełnym interesów środowisku dziennikarzy oraz piłkarzy, trenerów i działaczy, w którym nie ma chemii, w obliczu tragedii wszyscy się zjednoczyli. Jacek łączył za życia i połączył ludzi (pewnie na chwilę) także po śmierci.
Po przegranym meczu z Wisłą Płock trener Lechii Gdańsk John Carver rozpoczął konferencję prasową od złożenia kondolencji rodzinie Magiery. Trener Radomiaka Bruno Baltazar zaczął od tego wystąpienie przed kamerą Canal+. Carver jest Anglikiem, a Baltazar Portugalczykiem. Z Magierą mieli niewiele wspólnego. A jednak oni też, jak cała Polska, poddali się szczególnej atmosferze żałoby po niezrozumiałej śmierci kogoś rzeczywiście wyjątkowego, kogo musiał polubić i szanować każdy, kto go spotkał.
Na czym ta wyjątkowość Jacka Magiery polegała? Dlaczego wśród tysięcy piłkarzy i trenerów właśnie on, młody człowiek, zasłużył sobie na wspaniałą opinię za życia i pamięć po śmierci? Przecież nie rozegrał ani jednego meczu w pierwszej reprezentacji Polski. A jako trenera, choć z sukcesami, żegna się go jak znacznie starszych i bardziej utytułowanych: Wojciecha Łazarka, Oresta Lenczyka czy Franciszka...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
