Mój mąż był spełniony
Kiedy Andrzej zaczął chorować na wrzód dwunastnicy, lekarz powiedział mu: „Albo pan będzie czytał recenzje albo będzie robił filmy”. I on przestał sięgać po recenzje. Nie czytał ani złych, ani dobrych. Rozmowa z KrystynĄ Zachwatowicz-Wajda, scenagrafką, aktorką
null
43 lata była pani żoną Andrzeja Wajdy. Dziś, gdy myśli pani o mężu, co przychodzi pani najczęściej do głowy?
Wie pani, jak ktoś mnie pyta o Andrzeja, to wyciągam z pamięci różne zdarzenia i opowiadam. Ale jak jestem sama, mam takie poczucie ogromnego braku. Jakby ktoś mi zabrał wszystko, co było najważniejsze.
Poznali się państwo w krakowskim Starym Teatrze, gdy projektowała pani kostiumy do „Biesów”, które Andrzej Wajda wystawiał w 1971 r.
To był przypadek. Andrzej chciał wszystko w tym spektaklu zrobić sam. Zanim skończył w łódzkiej szkole reżyserię, studiował przecież w Akademii Sztuk Pięknych. Miał świetne pomysły na dekoracje, na światło. Kostiumy chciał dobrać z magazynów. Ale to była olbrzymia praca. Andrzej przenosił na scenę adaptację zrobioną we Francji przez Alberta Camusa. Musiał sporo w niej przerabiać, bo jednak punkt widzenia Francuza i Polaka jest inny. To mu zabierało bardzo dużo czasu, więc nie mógł już panować nad wszystkim. Piotr Skrzynecki, z którym się przyjaźniliśmy, zaproponował mu mnie. Zgodziłam się natychmiast. To było marzenie. „Biesy” zostały świetnie przyjęte, a nam bardzo dobrze się razem pracowało. Zrozumieliśmy, że się ze sobą zgadzamy, nadajemy na tych samych falach, nie ma między nami żadnych nieporozumień. No i tak to się zaczęło.
Miała pani za sobą lata...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
