Mit trzech procent wydatków na naukę
„3 procent na naukę” to hasło, w którego zasadność mogą uwierzyć politycy i wiecujący związkowcy, ale nie menedżer nauki. Tyle nie wydaje żaden kraj na świecie! – pisze były prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz.
Protest środowiska naukowego przeciw niedofinansowaniu polskiej nauki przebiegł jak przebiegł. Rac, palonych opon i śrub ciskanych w okna nie było, no ale nawet naukowcy nie od razu nauczą się protestować po polsku. Czas przestać krzyczeć, a zacząć myśleć i liczyć.
Jako zdecydowany krytyk władz Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego muszę jeszcze tylko uczciwie pochwalić odwagę wiceminister Karoliny Zioło-Pużuk i wiceministra Marka Gzika. Stanęli przed protestującymi. To naprawdę wymagało odporności, której zabrakło ich szefowi. Najwyraźniej w świecie Marcina Kulaska przywódca woła „Naprzód”, a nie „Za mną”. Tego, co Gzik i Zioło-Pużuk próbowali protestującym powiedzieć, komentować nie będę, bo to ma być tekst trzeźwiący dla protestujących. Ale nawet jeśli wiceministrowie polegli, to polegli jak żołnierze, a nie jak dekownicy. Gloria victis.
Podniesienie nakładów na naukę w Polsce jest kwestią tak ważną dla przyszłości naszego społeczeństwa i państwa, że dusić tego entuzjazmu przed protestem nie wolno było. Ale skoro protest zakończył się godzinę temu, wypada zadać autorom protestu dwa trudne pytania. I wcale nie będą to pytania o to, dlaczego tak wiele było żądań socjalnych, a tak niewiele – jeśli cokolwiek – o konieczności reformy samego systemu nauki w Polsce. To politycy rozstrzygną, na ile jako środowisko jesteśmy tylko jednym z wielu lobby, a na ile naprawdę chcemy zaledwie 3...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
