Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki.

Szukaj w:
[x]
Prawo
[x]
Ekonomia i biznes
[x]
Informacje i opinie
ZAAWANSOWANE
POPRZEDNI ARTYKUŁ Z WYDANIA NASTĘPNY ARTYKUŁ Z WYDANIA

Zło ma się całkiem dobrze

13 czerwca 2026 | Plus Minus | Paweł Rzewuski
autor zdjęcia: materiały prasowe
źródło: Rzeczpospolita

Właśnie skończył się jeden z najbardziej kontrowersyjnych, niepoprawnych politycznie, obrazoburczych, toksycznych, brutalnych i obscenicznych seriali ostatnich lat — „The Boys”. Warto przyjrzeć mu się bliżej i to nie tylko dlatego, że został zwieńczony wątpliwym finałem.

Jeżeli ktoś nie miał jeszcze okazji poznać „The Boys”, to już spieszę wyjaśnić, o czym jest to dosyć nieoczywiste uniwersum antybohaterskie. Pierwowzorem jest seria komiksów autorstwa Gartha Ennisa, choć te stanowią dzieło stosunkowo hermetyczne z racji na, delikatnie rzecz ujmując, skrajnie niepoprawny humor. O wiele ważniejszy jest szerszy, historyczny kontekst całości.

Przed serialem – wyprodukowanym dla Amazon Prime Video – był więc komiks, ale przed komiksem były inne komiksy. Historia z „The Boys”, koncept, że superbohaterowie nie są pozbawieni skaz czy są wręcz antybohaterami, pojawił się już wcześniej. Zazwyczaj wskazuje się na dwa pierwowzory tego konceptu: „Miracleman”, w którym główny superbohater zaczyna mierzyć się ze swoim szaleństwem, tym, że sam zaczyna postrzegać się jako mesjasza dążącego do ustanowienia dobrowolnej dyktatury, oraz „Watchmenów”, gdzie superbohaterowie na emeryturze próbują znaleźć zabójcę jednego ze swoich, a jednocześnie zostaje tam zdemaskowany świat przepełniony korupcją, zepsuciem i moralnym upadkiem tych, którzy mieli bronić najsłabszych. W takiej konwencji zrealizowani zostali antybohaterowie w „The Boys” w komiksowej wersji. Dodajmy, że ten pierwowzór był brutalny, obsceniczny i często po prostu odrażający, daleko przekraczając granice dobrego smaku. Na szczęście serial odszedł dosyć daleko od oryginału, co w powszechnej opinii wyszło...

Dostęp do treści Archiwum.rp.pl jest płatny.

Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.

Ponad milion tekstów w jednym miejscu.

Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"

Zamów
Unikalna oferta
POPRZEDNI ARTYKUŁ Z WYDANIA NASTĘPNY ARTYKUŁ Z WYDANIA
Wydanie: 13502

Wydanie: 13502

Zamów abonament

Ta strona używa plików cookies i podobnych technologii. Jeżeli nie zmienisz ustawień, cookies będą zapisywane w pamięci Twojego urządzenia. Więcej w Polityce prywatności.

Zamknij