Zapracowany, czyli niezaradny?
Do niedawna sukces pachniał nadgodzinami. Dzisiaj coraz częściej wolnym weekendem.
Zacząłem sam sobie ograniczać pracę, gdy obserwowałem ciała moich klientów – opowiada mi fizjoterapeuta, który trzy razy w tygodniu przyjeżdża do biurowca na warszawskiej Woli, w biznesowym zagłębiu stolicy, by wykonać masaż pracownikom tutejszych korporacji. – W ich ciałach widzę napięcia i skurcze, które są efektem stresu i przepracowania. To najlepsza motywacja, by sobie stawiać granice i dbać o siebie – tłumaczy.
Jego klienci najwyraźniej jeszcze pracują po staremu, do upadłego, ale być może i oni w końcu odpuszczą. Bo przepracowanie przestaje być modne, co świetnie oddaje hasło „Busy is new stupid”. To sformułowanie – skrótowo ujmujące przekonanie, że bycie stale zajętym jest współczesnym przejawem głupoty – przypisuje się legendarnemu amerykańskiemu inwestorowi Warrenowi Buffettowi. W tym ujęciu bycie zapracowanym nie jest, inaczej niż do niedawna, powodem do dumy. A czym jest? Być może oznaką złego zarządzania czasem i problemu z wyznaczaniem sobie priorytetów.
Nie jesteśmy z wolframu
Zmiana jest widoczna. Modne stało się godzenie pracy z pasjami, sportem czy życiem rodzinnym. Badania pokazują, że pracownicy uznają równowagę między życiem zawodowym a prywatnym za kluczowy czynnik wyboru miejsca zatrudnienia, często nawet ważniejszy niż pensja – komentuje kierownik Katedry Ustroju Pracy i Rynku Pracy na Uniwersytecie Warszawskim prof. Jacek Męcina. – W naszym...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
