To nie była wcale nieprzyzwoita piosenka. Nie wiem, o co tyle zamieszania
Za sprawą doskonale niedoskonałego wokalu Jane Birkin teksty Serge,a Gainsbourga, pełne chaotycznych, rozwlekłych francuskich sformułowań, stały się gotowymi przebojami. Jej głos wyrażał tak wiele naraz: seksapil i naiwność, niewinność i doświadczenie.
Jane Birkin weszła do świata muzyki pop za sprawą współpracy artystycznej z Serge’em Gainsbourgiem, ale nie do końca był to jej pomysł. Pod koniec 1967 roku, w trakcie ich krótkiego romansu, Brigide Bardot poprosiła Gainsbourga, by napisał dla niej tak piękną piosenkę miłosną, jak tylko potrafił. Utwór nosił tytuł „Je t’aime... moi non plus” [Kocham cię... ja ciebie też nie]. Nagrali nawet w Paryżu wersję demo, która następnie wpadła w ręce prasy. Niedzielna gazeta „France Dimanche” napisała, że „jęki, westchnienia i ciche okrzyki rozkoszy Bardot sprawiają wrażenie, jakby słuchało się dwojga kochających się ludzi”.
Wieści o piosence dotarły również do ówczesnego męża Bardot, Guntera Sachsa. Ten postawił żonie ultimatum, by wybrała między nim a Gainsbourgiem. Po zakończeniu romansu Bardot napisała do byłego kochanka list z prośbą, by nie wydawał „Je t’aime... moi non plus”, więc utwór trafił na półkę. Gainsbourg nadal uważał jednak, że jest to jedna z jego najlepszych autorskich kompozycji, i chciał nagrać ją ponownie z inną wokalistką.
Zaproponował więc Birkin, by ją zaśpiewała, ale ona odmówiła, twierdząc, że wersji Bardot nie da się odtworzyć. Gainsbourg zaczął więc szukać kogoś innego. Nie wiadomo, czy był to z jego strony fortel, czy po prostu chciał znaleźć inną partnerkę do duetu, tak czy...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)

