Chodzi o pieniądze, nie o ekologię
Transformacja | Konkurencyjność gospodarki
Przez lata transformacja energetyczna była opisywana głównie jako projekt ekologiczny. W debacie publicznej często sprowadzano ją do sporu między ochroną klimatu a interesem gospodarki. To wygodne politycznie uproszczenie, ale coraz słabiej opisuje rzeczywistość. Prawda wygląda dziś inaczej: kto kontroluje koszty energii, ten kontroluje konkurencyjność gospodarki.
Fałszywy spór
Kraje UE nie dysponują tanimi, obfitymi i własnymi zasobami ropy oraz gazu. Nie chodzi więc o wybór między gospodarką a klimatem. Chodzi o wybór między gospodarką zależną od importowanych paliw a gospodarką, która coraz większą część energii produkuje lokalnie. W 2024 r. UE zaimportowała produkty energetyczne o wartości 375,9 mld euro i masie 720,4 mln ton. To systemowa ekspozycja na ceny surowców, kursy walutowe, transport morski, stabilność polityczną państw dostawców i bezpieczeństwo infrastruktury.
W tym kontekście OZE nie są wyłącznie narzędziem polityki klimatycznej. Są próbą zmiany modelu kosztowego europejskiej gospodarki. Ropę i gaz trzeba w dużej mierze importować, zakontraktować, przewieźć i zabezpieczyć przed ryzykiem geopolitycznym. W przypadku węgla część państw nadal korzysta z krajowego wydobycia, ale także ono wiąże się...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)