Kto się obawia ultimatum Kijowa
Łukaszenko udał się w długą podróż służbową, po tym jak Zełenski postawił warunki reżimowi w Mińsku. Czy trwająca już piąty rok wojna może rozszerzyć się na kolejny kraj? – Ukraina nie blefuje – przestrzega kijowski ekspert.
W piątek upływa termin ultimatum postawionego w ubiegłym tygodniu władzom w Mińsku przez Wołodymyra Zełenskiego. Domagał się usunięcia rozmieszczonych wzdłuż granicy białorusko-ukraińskiej retransmiterów korygujących ataki Rosjan na ukraińską ludność cywilną. W ubiegły piątek powiedział, że daje Aleksandrowi Łukaszence tydzień na demontaż tego sprzętu. – Jeżeli on tego nie zrobi, to my zrobimy – zagroził.
W niedzielę poszerzył listę żądań i domagał się od Łukaszenki wstrzymania dostaw paliw do Rosji wytwarzanych w białoruskich rafineriach. Zasugerował, że jeżeli apele do Łukaszenki nie przyniosą skutku, Ukraina podejmie „inne kroki”. W Mińsku zdają sobie sprawę z tego, o czym mówi ukraiński przywódca, patrząc na nieustające ataki dronów na obiekty wojskowe, rafinerie i magazyny paliw w Rosji. Zwłaszcza że jedna z dwóch białoruskich rafinerii znajduje się w Mozyrzu – tuż przy granicy z Ukrainą.
Nieskuteczne przeprosiny
Co ciekawe, nie pomogły też przeprosiny Łukaszenki (za kierowane pod adresem Zełenskiego groźby), które białoruski dyktator skierował do ukraińskiego prezydenta podczas niedawnej rozmowy z Al Arabiya English. – Swoje „przepraszam” niech zachowa dla siebie: ono nie działa od pierwszego dnia wojny – napisał Zełenski na...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
