W relacjach Polski z Ameryką nigdy nie było lepiej
Od dekad mamy miejsce w sercach Amerykanów. Co dalej? Może stała baza wojskowa na polskiej ziemi? Choć niekoniecznie musi się nazywać Fort Trump.
Polska znikała z map świata, kiedy powstawały Stany Zjednoczone. Trudno więc, by dla rodzącej się demokracji i to pozostającej w śmiertelnym zwarciu z europejską potęgą, jaką była Wielka Brytania, liczyła się nie tylko jako sojusznik, ale jakakolwiek orientacja w polityce.
Polski zatem dla Waszyngtona i jego następców nie było, ale byli Polacy. Trudno przeceniać ten nasz udział w fundowaniu filarów Ameryki, ale prócz legendy Kazimierza Pułaskiego, ojca założyciela amerykańskiej kawalerii i generała inżyniera Tadeusza Kościuszki, w tych pierwszych dekadach o niepodległość zbuntowanych stanów walczyli też inni. Między innymi Jan Kwiryn de Mieszkowski (szkolący kawalerię) oraz Feliks Mikłaszewicz i Bazylia Bukaty, którzy służyli w oddziałach morskich.
Ludzi z polskimi nazwiskami można odnaleźć w annałach z tamtych czasów więcej, acz byli to najczęściej potomkowie nielicznych emigrantów z XVII i XVIII wieku. W tamtych czasach była to emigracja śladowa. Wszystko zmieniło się trzy, cztery pokolenia później, kiedy rozwijające się i pęczniejące terytorialnie Stany Zjednoczone zaczęły stawać się kapitalistycznym eldorado. Wojny z Brytyjczykami się skończyły, kraj przeorała niezwykle krwawa wojna domowa; po niej przyszła epoka rozwoju. I właśnie wtedy do brzegów amerykańskiego raju zaczęły docierać pierwsze fale migrantów z Europy Wschodniej.
Z biedy, za...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
