Potrzebne silne nogi i niesamowite szczęście
Ruszył 113. Tour de France. Faworyci są dobrze znani: to Tadej Pogacar i Jonas Vingegaard. Ich pojedynkiem będą żyli kibice przez najbliższe trzy tygodnie.
Słoweniec i Duńczyk zmonopolizowali Wielką Pętlę, bo od sześciu lat nikt inny nie może wspiąć się na najwyższy stopień podium. To jednak wcale nie przeszkadza, ale zapewnia wielkie emocje, bo mało co tak kibiców rozgrzewa jak pojedynki dwóch wielkich osobowości.
Tak samo może być na trasie 113. TdF, który zaczął się nietypowo, po raz pierwszy od 55 lat od drużynowej jazdy na czas, po ulicach Barcelony. Tutaj najlepsza była ekipa Vingegaarda (Team Visma – Lease a Bike), ale to niczego nie oznacza. To było tylko niewiele ponad 19 km po ulicach miasta.
– Władze kolarskie od kilku lat testują nowy regulamin, gdzie o wyniku drużyny decyduje czas pierwszego zawodnika na mecie, a do klasyfikacji generalnej liczą się indywidualne czasy kolarzy. Dzięki temu rywalizacja jest bardziej widowiskowa – mówi „Rz” były kolarz Przemysław Niemiec.
Prawdziwe ściganie zacznie się wtedy, kiedy kolarze wjadą w góry, czyli już za chwilę, bo trzeba się będzie przeprawić przez Pireneje...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
