Ładowarka jak trojan. Ryzyko sabotażu energetyki
Zabezpieczenia infrastruktury tankowania „elektryków” mają luki, a skoordynowane cyberuderzenie w systemy zasilania transportu może zaburzyć dystrybucję prądu i unieruchomić tysiące pojazdów.
Publiczne stacje ładowania „elektryków” przestały być zwykłymi punktami poboru prądu – te połączone z siecią elementy infrastruktury państwa, przez luki w zabezpieczeniach, stają się nowym celem dla hakerów i obcych wywiadów. Niemiecki Federalny Urząd ds. Bezpieczeństwa Informacji (BSI) ostrzega przed skoordynowanym sabotażem, który może doprowadzić do blackoutu lub szpiegowania m.in. wojskowych.
Sprawdziliśmy: takie ryzyko jest też u nas. Polskie Sieci Elektroenergetyczne poinformowały „Rzeczpospolitą”, że atak na dużego dostawcę lub skoordynowane działania na kilku platformach mogą powodować lokalne lub regionalne problemy w sieciach dystrybucyjnych – od przeciążenia linii, przez wahania napięcia, po tymczasowe ograniczenia.
– Równie prawdopodobny, a w dłuższej perspektywie potencjalnie bardziej istotny, jest atak na pojazdy elektryczne i platformy do zarządzania nimi – wskazuje Maciej Wapiński, rzecznik PSE. Jak podkreśla, wraz ze wzrostem liczby EV taka zaatakowana flota mogłaby działać jak rozproszony botnet (sieć zainfekowanych urządzeń, kontrolowana przez cyberprzestępców).
Raport BSI wylicza szereg krytycznych słabości ładowarek, obejmujących: komunikację między pojazdem a ładowarką, systemy autoryzacji, rozliczeń, zarządzania energią i zdalnej administracji. Analitycy alarmują, że skala problemu jest ogromna....
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
