Cena jedynowładztwa
Można spytać, po co Kaczyńskiemu był ten podział. Mógł przecież podtrzymywać luźniejszą federacyjną strukturę PiS. Teraz zostaną z nim głównie ludzie wojującej ideologii.
To historia bez precedensu: żadna partia w dziejach III RP nie pozbywała się za jednym zamachem swoich 40 posłów. Trudno byłoby też znaleźć podobną historię w innych demokratycznych państwach. Prawo i Sprawiedliwość zafundowało sobie operację samookaleczenia. Choć w ostatniej chwili rozstrzygnięcia formalne odwleczono.
Dysydentów miał wyrzucić Komitet Polityczny PiS. Lub raczej uznać, że sami wystąpili z partii, nie podpisując „lojalek” wykluczających równoległą przynależność do stowarzyszenia Rozwój Plus. Ale Komitet Polityczny zrobił unik odsyłając problem do rzecznika dyscypliny partyjnej Karola Karskiego. Czyżby była to okazja do jakiegoś pojednania?
Chyba jednak nie. Gra toczy się o to, w jaki sposób dysydenci odejdą. Skoro nie udało się porozumieć, oni sami woleliby być wykluczeni. Teraz rzecznik dyscypliny może prowadzić tę sprawę nawet bardzo długo. Żeby stworzyć sprawnie nową jakość, czyli nową partię, ludzie Mateusza Morawieckiego muszą się śpieszyć. Zatem mogą być zmuszeni do wyjścia sami.
O to chodzi Jarosławowi Kaczyńskiemu. Wszyscy członkowie Komitetu głosowali za takim rozwiązaniem bez dłuższej dyskusji, poza byłym wicepremierem Piotrem Glińskim, niegdyś blisko związanym z Morawieckim. Co ciekawe, rzecznik dyscypliny ma się też zająć europosłami Mariuszem Kamińskim i Maciejem Wąsikiem. Nie mają oni nic...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
