Jak dobrze mieć klub, czyli dojenie futbolu
Kibice protestują przeciwko wysokim cenom biletów, piłkarze nie chcą grać tak wielu meczów, ale właściciele klubów patrzą przede wszystkim na zyski i próbują obejść obowiązujące zasady i przepisy.
Gdy w styczniu 2024 r. sir Jim Ratcliffe obejmował rządy na Old Trafford, jego plan zakładał wprowadzenie drastycznych zmian już w ciągu czterech pierwszych miesięcy. Zamierzał wysłać w ten sposób sygnał, że Manchester United wreszcie zaczyna działać inaczej. Efekty momentami były jeszcze gorsze niż dotąd, ponieważ zespół zaliczał takie doły, jakie przy zamożności tego klubu powinny być nieosiągalne. Część kierownictwa Czerwonych Diabłów sygnalizowała problemy z podejmowaniem decyzji, ponieważ nowy inwestor do tego stopnia angażował się w funkcjonowanie klubu, że jego pracownicy mieli poczucie, jak gdyby ich działania były nieustannie podważane. Miliarder i właściciel koncernu INEOS naprawdę się nie patyczkował. W Tottenhamie Hotspur podobnie oceniano prezesa Daniela Levy’ego – „bali się choćby krzywo spojrzeć”.
Tymczasem ojciec Elona Muska, Errol, rozpowiadał na prawo i lewo, że jego syn chciałby kupić jakiś klub. Kosmiczne ambicje magnata technologicznego, widoczne w relacjach z administracją Donalda Trumpa, świetnie wpisałyby się w nowoczesny futbol. Piłkarscy działacze ukuli na to nawet specjalny termin: „zespół miliardera-idioty”. Chodzi tu o ludzi, którzy dzięki swym kompetencjom w bardzo wąskiej dziedzinie zbili majątek i nabrali niewzruszonego przekonania, że znają się na wszystkim innym. Politolog Henry Farrell pisze,...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)

