Płynął po falach z ułańską fantazją
30 lat temu, podczas igrzysk w Atlancie, Mateusz Kusznierewicz został na akwenie w Savannah mistrzem olimpijskim w żeglarstwie. To do dziś jeden z najbardziej nieoczekiwanych sukcesów w polskim sporcie.
Na pierwsze zagraniczne regaty, do Lysekil w Szwecji niedaleko Goeteborga, 14-letni Mateusz pojechał z tatą Zbigniewem w 1989 r., kiedy Polacy mogli w końcu swobodnie podróżować do Europy Zachodniej. Zabrali się w tę podróż za jeden uśmiech wysłużonym golfem. Na dachu osadzili maszt i żagiel, a na przyczepie łódkę. Ledwie wrócili, bo pod wpływem ciężaru przednia szyba rozprysła się w drodze do domu.
– Na miejscu w Szwecji wszystko mnie zszokowało, to, jak wyglądały łódki, jak byli ubrani zawodnicy. Kiedy wszedłem do sklepu klubowego, poczułem się niczym w Disneylandzie. Sprzęt był taki nowy, taki piękny, a nas nie było na niego kompletnie stać, bo moi rodzice zarabiali w przeliczeniu na złotówki kilkadziesiąt dolarów miesięcznie. Do restauracji chodziliśmy tylko wtedy, kiedy dostaliśmy od organizatorów vouchery, a tak jedliśmy to, co mama zapakowała nam w wekach w Polsce – opowiada Mateusz Kusznierewicz.
W Polsce był najlepszy, ale w Lysekil zajął odległe miejsce, zobaczył za to, ile mu jeszcze brakuje do świata. Rywale potraktowali go jednak niezwykle serdecznie, pytali o Solidarność, o Lecha Wałęsę, czy nie boją się, że w Polsce znów będzie stan wojenny. Na szczęście nasz kraj wszedł już na ścieżkę gwałtownego rozwoju gospodarczego i społecznego, podobnie...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
