Dwa kroki wprzód i jeden w tył
Od pierwszego dnia urzędowania jako minister czułem presję, żeby działać szybciej – już, teraz, natychmiast, itd. Było ciągłe obywatelskie niezadowolenie, a brakowało racjonalnego spojrzenia na to, co udało się zrobić.Rozmowa z Adamem Bodnarem, senatorem, byłym ministrem sprawiedliwości i rzecznikiem praw obywatelskich
W pana biurze senatorskim, mimo że jest zlokalizowane tuż przy Sejmie, panuje cisza i spokój. Nie przypomina to pewnie atmosfery w Ministerstwie Sprawiedliwości za czasów pana urzędowania?
Nie do końca się zgadzam, że panuje u mnie cisza i spokój. Dzisiaj miałem jedno duże spotkanie na temat praw Białorusinów w Polsce, byłem w Senacie na konferencji na temat Women on Boards. Zatem sprawy się toczą, mimo że dzień jest pozaparlamentarny. Ale oczywiście to jest inny rytm niż w ministerstwie.
Podobno nie spodziewał się pan odwołania ze stanowiska w lipcu ubiegłego roku?
Człowiek nigdy się tego nie spodziewa. Oczywiście mogą być jakieś sygnały, ale przez cały okres ministrowania byłem krytykowany nie tylko przez PiS, ale miałem też coś w rodzaju opozycji wewnętrznej ze strony Romana Giertycha i grupy tzw. silnych razem. Dlatego nie miałem jasnego poglądu, jak moje działania są rzeczywiście oceniane i jakie będą ich konsekwencje polityczne. W tym wypadku taka a nie inna decyzja polityczna została podjęta.
W pana obozie politycznym pojawiała się krytyka, że działa pan za wolno, rozliczenia są zbyt opieszałe. Czy uważał pan, że ta krytyka jest po części uzasadniona?
Po części tak. Jeżeli spojrzymy na obecne działania prokuratury, to nieraz się...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
