Zajrzeć śmierci w oczy, ale nie umrzeć
Przemoc i okrucieństwo w literaturze oraz kinie są najczęściej czystą zabawą. Mają wywołać dreszczyk, którego nie dostarcza nam życie.
Okrucieństwo i przemoc bywają konformistyczne. I to przynajmniej na dwa sposoby. Konformistyczne użycie okrucieństwa polega na przejęciu destrukcyjnych popędów jakiejś grupy po to, by przekształcić je w społecznie jałową sublimację. Najczęściej spotykane w kinie, ale nieobce też literaturze okrucieństwo staje się spektaklem, zabawą, która kończy się na wywołaniu emocji wprawdzie intensywnych, niemniej jednak zastępczych. Seryjni mordercy, sadystyczni klawisze, gwałciciele, psychopaci wszelkiej maści zaludniają ekrany i tysiące stron w jedynym celu, jakim jest rozrywka, który to cel wydaje się przyświecać lwiej części współczesnej produkcji kulturalnej i niemałej części krytyki balansującej, według Guy Deborda (żyjący w latach 1931–1994 francuski filozof, reżyser i myśliciel, znany z radykalnej krytyki kapitalizmu – red.), między spektakularną krytyką spektaklu a jego apologią.
Warunkiem rozrywki jest brak silnych uczuć – obojętne, czy dobrych, czy złych. Ani wielkie porywy, ani wielkie nieszczęścia. Ja sam, w gorszych momentach, mogę godzinami siedzieć przed telewizorem z pilotem w ręku; przeskakuję od marnego filmu akcji do nieśmiesznej komedii, oglądam reklamy, zaliczam program nakręcony ukrytą kamerą. Czasem myślę, że w godzinie śmierci, zakładając, że nie umrę w wypadku lotniczym, na zawał lub w inny nagły...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
