Tsunami światła nad Hiroszimą
Noc z 5 na 6 sierpnia 1945 r. była na lotnisku North Field wyjątkowo upalna. Pas startowy oświetlały potężne reflektory. Mechanicy w pośpiechu wykonywali ostatnie czynności przy jedynym samolocie szykującym się do lotu – zmodyfikowanym ciężkim bombowcu strategicznym Boeing B-29, nazwanym „Enola Gay”. Nazwę tę nakazał namalować na kadłubie bombowca pilot tego samolotu, pułkownik Paul Tibbets. Wyraził w ten sposób podziękowanie swojej matce, Enoli Gay Tibbets.
O godz. 2.45 superforteca „Enola Gay” oderwała się od pasa lotniska. W świetle reflektorów przypominała jeden z tysięcy samolotów, które od kilku lat przecinały wojenne niebo. Tylko nieliczni wiedzieli, że pod jego kadłubem spoczywa ładunek z piekła rodem – bomba atomowa o niewinnej nazwie „Little Boy”, która posiadała 15 kiloton mocy wybuchu. Żeby osiągnąć tę samą siłę wybuchu, trzeba byłoby wysłać na Hiroszimę 2500 takich maszyn z ok. 1700 tonami bomb zapalających.
W kabinie „Enola Gay” panowała cisza. Pułkownik Paul Tibbets...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
