Autobusy do Murzuq
Przepełnione kamiony z uchodźcami kursują wiele razy w roku. Tym razem ktoś przeżył, ale często jest inaczej. Ciężarówka, którą znaleziono nieopodal rok wcześniej, wiozła już tylko umarłych.
Palący wiatr. Brudne ściany posterunku.
– Wszystko tutaj, przez polepioną szybę policyjnego dżipa, jest dostatecznie monotonne, by nie zwracać uwagi na szczegóły. Niezmienność? To chyba dobre słowo; wyjeżdża się z zaśmieconego miasteczka, mija kolejne domy, kolejne podwórka, oberwane dzieci, strzeliste anteny; rzadko palma, a jeszcze rzadziej meczet. Na drodze między domami walają się jakieś postrzępione liście, szmaty, stare gazety, od czasu do czasu przerdzewiałe puszki. Potem nagle kończy się betonowy trakt, koła jakby intuicyjnie wyczuwają piasek, zaczynają pływać, a potem trzeba się zatrzymać, spuścić powietrze z opon, odpalić silnik raz jeszcze. A potem wśród wydm już tylko się płynie…
Ibrahim ma ciemną twarz. Pali papierosa za papierosem. Chyba nienawidzi pustyni. Urodził się w Bengazi, na północy, nad morzem. Przybył tu kilka lat temu. Dostał skierowanie i przyjechał. Z władzą się nie dyskutuje. Na ramionach ma naderwane pagony. Na głowie czarny beret, a pod nim niemal z sobą zrośnięte brwi, przekrwione oczy i smoliste wąsy. Skórę na dłoniach ma suchą. Bez połysku. Jakby posypaną prochem. Przy drelichowym pasie przytroczony pistolet.
– Chwalić Boga, kiedy jedziesz sam. Wtedy rozbijasz maską dżipa ścianę gorącego powietrza i nikt za tobą nie musi gryźć piachu. Gorzej jest, kiedy patrol jedzie w kolumnie,...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)


