Od Wilsona do Kennedy’ego. Amerykańskie dziedzictwo Deklaracji w XX w.
W ubiegłym stuleciu znaczenie i zasady Deklaracji Niepodległości stały się częścią języka, którym amerykańscy prezydenci uzasadniali coraz większą obecność swojego państwa w świecie.
20 stycznia 1961 r., po nocnej śnieżycy, John F. Kennedy stanął na schodach Kapitolu, aby złożyć prezydencką przysięgę. Obejmował urząd w świecie podzielonym zimną wojną, w cieniu broni atomowej, kryzysu berlińskiego i zwycięstwa rewolucji kubańskiej. W przemówieniu inauguracyjnym nazwał Amerykanów „spadkobiercami pierwszej rewolucji” i przypomniał, że przekonania, o które walczyli ich przodkowie, „nadal są przedmiotem sporu na całym świecie”. Zapewnił też, że Stany Zjednoczone poniosą każdy ciężar i stawią czoło każdej trudności, aby zapewnić „przetrwanie i powodzenie wolności”.
Kennedy świadomie łączył konflikt swojej epoki z zasadami ogłoszonymi w Deklaracji Niepodległości. Dokument z 4 lipca 1776 r. uzasadniał bunt trzynastu kolonii przeciwko imperium brytyjskiemu, odwołując się do praw człowieka i zgody rządzonych. W XX w. te same idee stały się częścią języka, którym amerykańscy prezydenci wyjaśniali coraz większe zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w sprawy świata. Od Woodrowa Wilsona do Johna F. Kennedy’ego wolność, samostanowienie i prawa człowieka służyły zarówno jako rzeczywiste źródło inspiracji, jak i uzasadnienie działań podejmowanych w imię bezpieczeństwa oraz interesów mocarstwa.
„Czternaście punktów” Wilsona
Prezydentem, który...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)

