Paradoksy dyskusji o płacach lekarzy
Znajdującemu się w nierównowadze popytu i podaży rynkowi medycznemu kolejne rządy fundowały rozwiązania zaostrzające walkę o kadrę lekarską, co spowodowało dalszy wzrost wynagrodzeń – pisze dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Poznaniu.
Trwająca od kilku tygodni debata polityczna i społeczna o poziomie wynagrodzeń lekarskich w ochronie zdrowia jest kulminacją pojawiających się regularnie doniesień o oderwanych od polskich realiów dochodach medyków. Jak żadna inna kwestia temat połączył klasę polityczną. Ocena sytuacji łączy również społeczeństwo. Przynajmniej tak długo, jak nie dochodzi do zamknięcia bądź ograniczenia działalności jakiegoś oddziału – wówczas dominuje pytanie, dlaczego nie zrobiono wszystkiego, żeby ściągnąć lekarzy.
Konsekwencje dziury pokoleniowej
Praprzyczyna obecnych problemów w ochronie zdrowia jest dość banalna i wynika z podjętej ponad 30 lat temu decyzji o ograniczeniu naboru na studia medyczne. Powstała dziura pokoleniowa – choć od kilku lat wypełniana – była główną determinantą wzrostu wynagrodzeń lekarskich. Ot, banalne prawo ekonomii – przy niezaspokojonym popycie, niewystarczająca i niemożliwa do zwiększenia w krótkim okresie podaż prowadzi do wzrostu cen.
Istotnym bodźcem do wzrostu wynagrodzeń lekarskich było niewątpliwie wejście w życie w 2008 r. dyrektywy o czasie pracy. Jakkolwiek, szczególnie...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
