Byle nie biała flaga
Nie mogę zgodzić się z defetystyczną wymową argumentów przedstawionych przez Leszka Pawłowicza w tekście "Czerwone flagi dla inwestorów" ("Rz" z 17 marca).
Jego główna teza brzmi: nasilające się w ostatnim czasie destrukcyjne działania polityków zaczynają być niebezpieczne dla systemu bankowego, a nawet dla gospodarki, ponieważ politycy uruchomili samonapędzający się mechanizm prowadzący do kryzysu. Otóż tak nie sądzę - i oceniam, że postępowanie rządu w sporze z UniCredit jest nie najgorzej prowadzoną kampanią, która może przynieść korzyści systemowi bankowemu.
Argument oponentów stanowiska rządu, że kierowanie się interesem ekonomicznym Polski i sektora bankowego powoduje konflikty, jest absurdalny. Uważam, że dynamika sporu między skarbem państwa a UniCredit stanowi część negocjacji, których wynik może się dzięki temu okazać korzystniejszy - dla obu banków lub dla przyszłego połączonego banku.
Z kolei argument zawarty w pytaniu: "a gdyby nie było prywatyzacji i przejęć w krajowym sektorze bankowym w ostatnich kilkunastu latach,...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
