Postawmy na Andrzeja Dudę
Nie można równocześnie kpić z prezydenta i go poniżać oraz żądać od niego, żeby powstrzymał Jarosława Kaczyńskiego. Nie można traktować go z lekceważeniem, a równocześnie chcieć, by bronił resztek tego, co można jeszcze uratować – pisze były minister spraw wewnętrznych.
Albo dyktatura, albo Majdan". To zawołanie Tomasza Lisa pokazuje pułapkę, w jakiej znalazła się nie tylko opozycja, ale też – bez cienia przesady – cały kraj. Obóz Jarosława Kaczyńskiego posuwa się krok po kroku w tworzeniu nowego ustroju państwa, w którym będzie miał wyłączność na sprawowanie władzy we wszystkich segmentach państwa, a jedynym straszakiem, jakim mogą się posługiwać przeciwnicy PiS, są demonstracje i straszenie Majdanem. I w żaden sposób nie zmienia to marszu Jarosława Kaczyńskiego do pełni władzy – w finale dyktatorskiej. Taki scenariusz był ćwiczony i w Turcji, i na Węgrzech, gdzie również setki tysięcy ludzi protestowały przeciw dominacji jednej partii, a i tak na koniec partia wygrała.
Nowy, lepszy PiS?
Jednak we wtorek wydarzyło się coś, co zmieniło ten scenariusz, a przynajmniej uczyniło go bardziej niepewnym. Prezydent Andrzej Duda postawił publiczne ultimatum prezesowi Kaczyńskiemu i wygrał. W momencie, gdy ważył się los upragnionego przez Kaczyńskiego przejęcia sądów, dostał cios – i to publicznie wymierzony przez człowieka, który miał być biernym notariuszem pisowskiego marszu po pełnię władzy. Prezydent, nie podważając samej...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)