To nie miało się wydarzyć
W rodzinach, o których piszę, możliwość dziedziczenia krzesła czy biurka traci ciągłość i powraca dopiero w pierwszym urodzonym po wojnie pokoleniu. Sprzed wojny nie ma nic. Nie ma zdjęć. Zostały tylko imiona, nazwiska, adresy, w niektórych przypadkach daty i miejsca śmierci - mówi Mikołaj Grynberg, pisarz.
Plus Minus: Czy nie jest pan zmęczony historiami dotyczącymi Zagłady?
Wiem jedno – muszę regulować ich obecność w moim życiu, a nie otoczenie. Nie może być tak, że każdy kto ma ochotę mi coś opowiedzieć, może to zrobić, nie pytając mnie o zgodę. Nie jestem wytrzymalszym człowiekiem od innych i nie można we mnie wlewać najstraszniejszych historii świata bez pytania. Każdy człowiek ma jakąś odporność.
Po wydaniu „Księgi wyjścia" wielokrotnie podkreślał pan, że to ostatnia dokumentalna książka, bo czas zadbać o siebie. „Poufne" to kolejny etap w podróży do zajmowania się sobą i bycia pisarzem?
Nie myślę w takich kategoriach, raczej się zastanawiam, co bym chciał powiedzieć i kombinuję, jakich narzędzi do tego użyć. Takimi drogami podąża mój rozum. A pisarz? To są tylko nazwy. Oczywiście, gdy w stosunku do mnie ktoś używa tego słowa, jest mi miło, ale zbytnio się nad tym nie zastanawiam. Istotnie, dwa lata temu podkreślałem, że już wystarczy. Czy tak będzie? Nie wiem. Wypowiadałem te słowa w niezwykle emocjonalnym momencie. Byłem rozjechany przez nienawistne komentarze i postanowiłem wycofać się na chwilę z linii strzału.
„Poufne" otwiera tekst zatytułowany „Rejwach pamięci", który jest kluczem do całego tomu. Pisze pan tam o „wynurzaniu głowy z rejwachu przeszłości" i o „nogach zaplątanych w wyschnięte...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta