Macron, de Molay i duch Filipa Pięknego
Czy francuski prezydent był świadom symbolicznego ciężaru miejsca, które wybrał na spacer tuż przed podjeciem decyzji o ponownym powierzeniu misji tworzenia rządu Sébastienowi Lecornu?
Nie tylko Francja, ale cały świat widział spacerującego kilka dni temu wzdłuż wybrzeża Sekwany francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona. Nie był to na pewno jogging. Możliwe, że naturalna potrzeba refleksji i skupienia. Możliwe, że mrugnięcie okiem w kierunku elektoratu; dyskretna teatralizacja stanu ducha polityka uginającego się pod ciężarem trudnych wyborów.
W istocie, można mieć wrażenie, że V Republika, której głową jest Macron, przeżywa ciężkie chwile. Niektórzy wieszczą, że powoli wyczerpuje swoją formułę. Bezwzględna statystyka potwierdza tę intuicję. W ciągu roku, od kiedy w 2024 r. Macron rozwiązał parlament i rozpisał nowe wybory, Francja miała już trzy rządy. Teraz formuje się następny. Spacer Macrona wzdłuż Sekwany miał miejsce tuż po tym, jak wskazany przez niego na premiera Sébastien Lecornu podał się do dymisji. Jego rząd, trzeci od wyborów, istniał ledwie kilkanaście godzin.
Pat nastąpił, gdy partnerzy nie mogli uzgodnić wspólnego programu. Macron miał wtedy przed sobą kilka...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)