Naukowiec przy taśmie produkcyjnej
Rozwoju nie da się zaplanować, innowacyjności nie da się wytworzyć „z góry”. Nie istnieje na to jedna metoda. Zrozumieli to ludzie w XIX wieku, pora na nas.
Uniwersytet obrywa na naszym podwórku zasadniczo z dwóch stron, choć źródło tych krytyk jest de facto jedno. Raz na jakiś czas powraca sprawa opłat za studia. Niech nauka na wyższych uczelniach będzie płatna, skoro wielu wybiera takie kierunki, po których nie ma co liczyć na dobrze płatną posadę. Jak się czymś interesują i chcą pogłębiać wiedzę, to nie ma problemu, ale niech ponoszą koszty, społeczeństwo nie ma obowiązku płacić za ich fanaberie. Ten pierwszy wątek pojawia się z godną podziwu regularnością. Obecnie jednak króluje inny, gdzie, uśredniając, podkreśla się to, że trzeba troszczyć się tylko o te gałęzie nauki, które przyniosą pożytek gospodarce. To jest w końcu najważniejsze – ekonomia, zarabianie pieniędzy, z tego bierze się dobrobyt i przyszłość mlekiem i miodem płynąca. Tylko technika, nauki przyrodnicze, takie, które opierają się na faktach oraz rzeczach mierzalnych, weryfikowalnych i podlegających empirycznemu sprawdzeniu. Twarda, prawdziwa nauka, a nie jakieś humanistyczne pitu-pitu, ględzenie o tekstach czy interpretacjach.
Dwa rodzaje krytyki wynikające z jednego typu przesłanek – szkolnictwo wyższe jest potrzebne, o ile przekłada się na realne, zauważalne, materialne korzyści dla społeczeństwa (czyt. gospodarki). Inaczej mówiąc: rakiety, a nie idee, głupcze!
Czym jest fakt?
Miłośnicy podporządkowania nauki gospodarce i sprawom praktycznym...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)