Nowy obywatel potrzebny od zaraz
Przyznawanie obywatelstwa sportowcom, którzy mają pomóc odnosić sukcesy, jest w dzisiejszym świecie bardzo popularne. Niektórzy idą w tej polityce za daleko i rozdają paszporty na lewo i prawo. Ostatnio czkawką odbiło się to Malezji.
Każdy kraj chce odnosić sukcesy w sporcie. Można dzięki temu zaistnieć na arenie międzynarodowej, pokazać się jako potęga, a jednocześnie dać poczucie szczęścia i dumy własnym obywatelom. Nic dziwnego, że politycy uwielbiają pokazywać się na stadionach, zwłaszcza kiedy są przekonani, że zostaną przyjęci przez kibiców brawami, a za rogiem czai się medal albo zwycięstwo w ważnym meczu. Takie wydarzenia pomagają budować poczucie wspólnoty i dobrze wpływają na sondaże.
Dla niektórych krajów sport jest jedynie kontynuacją polityki innymi środkami. Na każdym kroku było to widać w trakcie zimnej wojny, kiedy sportowcy z USA ścigali się z tymi spod znaku sierpa i młota. I można się tylko cieszyć, że taka rywalizacja obu stronom żelaznej kurtyny wystarczyła.
Teraz, zwłaszcza po inwazji Rosji na Ukrainę, wyzwanie rzucają Amerykanom Chińczycy. Doskonale było to widać już w trakcie igrzysk olimpijskich w Pekinie w 2008 r., kiedy gospodarze chcieli wygrać klasyfikację medalową. Udało im się, zgarnęli 48 złotych krążków i nikt nie mógł się z nimi równać pod tym względem, choć Amerykanie mogli odpowiedzieć argumentem, że zdobyli łącznie najwięcej medali, czyli 112 (wobec „tylko” 100 Chińczyków). Jednak nie tylko o czystą politykę chodzi. Sukcesy w sporcie są też ważne dla budowania mody na aktywność fizyczną i mogą inspirować młodych ludzi. Wystarczy prześledzić, ilu chłopców...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
