Mechanicy wśród hrabiów i książąt
Po 70 latach w Cortinie d’Ampezzo znów zapłonie olimpijski znicz. We włoskich Alpach doskonale widać, jak bardzo przez ten czas zmieniły się sport i same igrzyska.
Tamte igrzyska były jakby z innego świata, a obrazki sprzed 70 lat wyglądają, jakbyśmy siedzieli w starym kinie i ekscytowali się inscenizacjami, chociaż walka była na serio, a sukcesy, łzy szczęścia i porażki były prawdziwe. Kiedy w 1956 r. sportowcy pierwszy raz przyjechali w tę część Alp, wszystko było bardziej romantyczne, trochę bardziej przypadkowe i jakby mniej wykalkulowane.
Nie chodzi nawet o nostalgię i wzdychanie w stylu „kiedyś to były czasy”, a młode pokolenie do niczego się nie nadaje i jeszcze mniej rozumie. Po prostu w sporcie było mniej pieniędzy, a więcej amatorskiego ducha, na który tak bardzo zwracał uwagę baron Pierre de Coubertin. Warto pamiętać, że to właściwie ostatnia taka impreza, bo już na wielką scenę wkraczała telewizja, która miała zmienić wszystko i nieodwracalnie, przynieść większe audytorium, a razem z tym więcej pieniędzy, bo tam, gdzie jest zainteresowanie społeczne i dobra rozrywka, tam od razu pojawiają się wielkie firmy.
Dzisiaj najlepsi narciarze alpejscy są wielkimi gwiazdami, z kontraktami sponsorskimi i sztabami specjalistów dbających o każdy szczegół. Lindsey Vonn czy jej młodsza koleżanka Mikaela Shiffrin poza stokiem są celebrytkami, czy tego chcą, czy nie, bo tak działa machina sportowo-marketingowa. Mają do dyspozycji praktycznie nieograniczoną ilość sprzętu, który mogą testować do woli i wybierać najlepsze rozwiązania. A jeszcze 70 lat temu...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
