Triumf jawnego idiotyzmu
Co kierowało rozumnymi skądinąd ludźmi, że dali się fotografować z człowiekiem o tak podejrzanej reputacji jak Jeffrey Epstein?
Nie dziwię się, że afera wokół publikowanych wiele lat po śmierci głównego bohatera tzw. dokumentów Epsteina budzi tak wielkie zainteresowanie i takie echo. Mamy w tej historii bowiem wszystko, co się składa na kulturę tabloidu: wielkie nazwiska, wielkie pieniądze, piękne kobiety, seks i kryminał. A wszystko wieńczy mityczna niemal figura arcyłotra, jakim okazuje się post mortem niejaki Jeffrey Epstein, zdeprawowany finansista i bywalec salonów.
Był, co wiemy z jego biografii, człowiekiem niezwykle obrotnym i ustosunkowanym. Z pewnością posiadającym wiele uroku i mającym szerokie zainteresowania. Polski tenisista i kolekcjoner sztuki Wojciech Fibak mówi, że żyjąc w Nowym Jorku, trudno było go nie znać. Spotykali się na wernisażach, wystawach i przyjęciach. Można było rzekomo z nim porozmawiać o sztuce i o Dostojewskim; wytrawny salonowiec i bon vivant. Ale czy w istocie dawało mu to wejście do takich elit, jak najbogatsi ludzie Ameryki, byli prezydenci, członkowie rodzin królewskich?...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)