Mumię z piwem poproszę
Egipt funkcjonował jako ciało do spożycia. Współcześnie eksploatacja ta przyjęła inną formę: resorty all inclusive nad Morzem Czerwonym i jednodniowe wycieczki pod piramidy.
Europejczycy od wieków konsumowali Egipt… dosłownie. Mało brakowało, a wziąłby w tym udział także nasz rodak. Bowiem w XVI wieku, jako jeden z pierwszych Polaków, udał się tam Mikołaj Krzysztof Radziwiłł „Sierotka”. I kiedy wracał, w Aleksandrii kupił mumię. Nie jako pamiątkę, ale jako lek, bo powszechnie wierzono, że sproszkowane szczątki dawnych Egipcjan pomagają na wszystko. Dał się jednak przekonać towarzyszącemu mu księdzu i „wyrzucił [ją] do morza, uznając za egipskie siły nieczyste”.
Sam handel mumiami od tego nie ucierpiał. Kwitł nieprzerwanie od XII wieku, kiedy arabscy medycy zaczęli zalecać konsumpcję najpierw bitumenu (naturalnej asfaltowej substancji, obecnej np. w Morzu Martwym i wykorzystywanej do balsamowania), a później już zmumifikowanych ciał. Richard Sugg, angielski historyk, autor książek o wampiryzmie i kanibalizmie, zbadał sposoby podawania takiego specyfiku: „Mumia była uważana za uniwersalny lek, a jej cząstki mieszano z winem lub piwem”.
Zwyczaj przyjął się w krajach Zachodu i Louise Noble, autorka „Kanibalizmu medycznego”, przekonuje, że jedzenie mumii dla Europejczyków „symbolizowało transfer witalności: konsumenci wierzyli, że pochłaniają duszę faraona, lecząc własne ciała”. Zapotrzebowanie było duże i pojawiły się podróbki. Nieuczciwi sprzedawcy korzystali z ciał niedawno zmarłych, malowali je bitumem, by przypominały starożytne relikty i sprzedawali. W 1747...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
