Stagnacja po węgiersku
Węgry utknęły w miejscu, ich gospodarka od lat pracuje na coraz niższych obrotach. Wybory parlamentarne pokażą, czy ktoś spróbuje ją na nowo uruchomić.
Są kraje, które przegrywają spektakularnie: wpadają w kryzysy, zmieniają rządy, wdrażają bolesne reformy i wracają na ścieżkę wzrostu. I są takie, które nie przegrywają wcale. Nie mają dramatycznych załamań, nie ogłaszają bankructwa, nie proszą o pomoc. A jednak z roku na rok odstają coraz bardziej. Węgry należą dziś do tej drugiej kategorii. To przypadek ekonomicznej stagnacji: stanu, który nie boli wystarczająco, by zmusić do zmiany, ale wystarczająco, by powoli wypadać z peletonu.
Ten stan zawieszenia ma jednak swój polityczny moment prawdy. Już w najbliższy weekend Węgrzy pójdą do urn, by wybrać nowy parlament. Wybory zaplanowano na 12 kwietnia i są one powszechnie uznawane za najważniejsze w kraju od dekady. Dla Viktora Orbána to nie jest kolejna rutynowa elekcja – to być może...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)