Żegnaj, państwo dobrobytu
Francja wciąż nie odpowiedziała sobie na pytanie, na co sektor publiczny stać, a o co muszą zadbać sami obywatele. Jedno jest pewne: nie daje już rady finansować wszystkich socjalnych zdobyczy, z których przez lata była tak dumna.
null
Tego dnia w Paryżu świętowali zwycięstwo zwolennicy starego porządku. 14 października ubiegłego roku Emmanuel Macron dał za wygraną i zgodził się na „zawieszenie” reformy podnoszącej wiek emerytalny z 62. do 64. roku życia. Ustalono, że do tematu wróci prezydent desygnowany w wyborach wiosną 2027 r. Ale dla wszystkich było jasne, że to jest eufemizm. Sondaże od lat wskazują, że faworytem tego starcia jest populistyczna, skrajna prawica, która ani myśli ciąć zabezpieczenia socjalne. A i gdyby ostatecznie do Pałacu Elizejskiego nie wprowadziła się Marine Le Pen lub jej podopieczny Jordan Bardella, nie bardzo wiadomo, jak dałoby się skonstruować w Zgromadzeniu Narodowym większość na rzecz zmian.
Dziś takiej parlamentarnej większości nie ma. Właśnie dlatego, aby zapewnić minimum stabilności państwa, Macron musiał zgodzić się na warunek, jaki stawiała Partia Socjalistyczna dla utrzymania u władzy ówczesnego gabinetu i powstrzymania choć na chwilę karuzeli rodzących się i upadających rządów.
Ustępstwo głowy państwa dalece wykraczało jednak poza bieżącą politykę. Prezydent, którego darzy zaufaniem już tylko 20 proc. Francuzów, zrezygnował w ten sposób z najważniejszej ze swoich reform. Wiedział, że historia nie zaliczy go przez to do wielkich przywódców kraju jak Charles de Gaulle czy...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)