Zgon w lochu
„Darkest Dungeon” nie jest grą, która pozwala graczowi poczuć się jak wszechmocny zbawca świata. To raczej brutalny test odporności psychicznej, cierpliwości i umiejętności godzenia się z porażką.
null
Na pierwszy rzut oka „Darkest Dungeon” korzysta ze znanych motywów fantasy: mamy grupę bohaterów i walkę ze złem, a między kolejnymi ekspedycjami możemy się rozwijać. Najważniejsze nie jest tu jednak samo pokonywanie przeciwników, lecz zarządzanie słabościami ludzi, na których może czekać śmierć albo popadnięcie w szaleństwo. Każda decyzja ma swoją cenę, każdy błąd zostaje zapisany, a sukces nigdy nie przychodzi bez strat. Fenomen tej gry polega właśnie na odwróceniu znanych reguł. Zamiast dawać satysfakcję z bezkarnej siły, niejako buduje ona napięcie z bezradności. Zamiast epickiej przygody proponuje opowieść o wyczerpaniu, obsesji i desperacji. Komfort gracza zostaje wystawiony na ciężką próbę.
„Darkest Dungeon” był początkowo przeznaczony na komputery, ale jako że możemy już mówić o trendzie przekładania gier komputerowych na planszowe, to doczekał się swojej stołowej wersji. U nas po drodze było z tym trochę problemów, pierwotny wydawca zbankrutował, ale na szczęście udało się dowieźć polską edycję. Zachowano specyficzny styl graficzny pierwowzoru (mroczny, gotycki, ale z komiksowym sznytem), fani wersji komputerowej bez problemu odnajdą tu swoje ulubione motywy. W pudłach naprawdę znajdziemy mnóstwo dobra: figurek, kart, kafli terenu, znaczników… Sprawdźmy...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
