Czy czeka nas krzyk w pustej studni
Mateusz Morawiecki przez najbliższy rok będzie musiał być w opozycji do rządu, ale także wobec PiS. To bardzo niekorzystna sytuacja, a losy formacji, które tego próbowały, nie napawają optymizmem tych, którzy chcieliby pójść w ich ślady – pisze politolog.
Casus belli dla Mateusza Morawieckiego w konfrontacji z Jarosławem Kaczyńskim było niewątpliwie mianowanie Przemysława Czarnka premierem in spe. W tym momencie zrozumiał on, że wobec ścigania się z Konfederacjami na radykalizm nie będzie w PiS miejsca dla niego i jego ludzi. Także po ewentualnym powrocie tej partii do władzy. Najlepszym, co w tym momencie mu pozostało, to pójście na swoje, ponieważ nie wierzył, że może wpłynąć na zmianę polityki swego ugrupowania.
Paradoksem pozostaje fakt, że jego odejście będzie skutkować tym, czego domagał się, jeszcze będąc w PiS. W obecnej sytuacji prezes tej formacji musi przestać halsować na prawo, ku Grzegorzowi Braunowi i Sławomirowi Mentzenowi, ale musi zacząć „centryzować”, by odebrać polityczny tlen nowej partii Morawieckiego, która sytuować się będzie właśnie na lewo od PiS, bliżej ideologicznego centrum.
Warto się zatem zastanowić nad przyszłością tego nowego podmiotu. Zacznijmy od wymienienia jego silnych stron. Po pierwsze, to liczebność rebeliantów. O ile Polska Jest Najważniejsza czy Solidarna Polska ledwo zdołały stworzyć kluby...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
