Ktoś chce wciągnąć Egipt w wojnę
Wojna irańska długo nie docierała do Egiptu, w przeciwieństwie do wielu innych państw arabskich. Czy teraz zostanie w nią wciągnięty? Robi wszystko, by się tak nie stało. Uderzyłoby to w turystykę.
W środę po południu wybuchł pożar na dwóch statkach w egipskim porcie Damietta nad Morzem Śródziemnym. O przyczynach Egipcjanie na początku milczeli. Ostatecznie przyznali, że to wynik ataku dronów. Powiedział to w czwartek sam prezydent Abd al-Fatah Sisi.
Ale kto dokonał ataku? Tego Egipcjanie oficjalnie nie ogłaszają, mówią o prowadzonym śledztwie. Jeżeli stoi za tym Iran, bezpośrednio lub poprzez swoich sojuszników takich jak jemeńscy Huti czy libański Hezbollah, to konsekwencje byłyby bardzo poważne.
– Byłby wewnętrzny nacisk na władze, by odpowiedziały, a bardzo tego nie chcą – mówi „Rzeczpospolitej” Said Sadek, czołowy egipski politolog, wykładowca na prywatnym uniwersytecie w Aleksandrii.
Nie chodzi o odpowiedź militarną, ta jest bardzo mało prawdopodobna. Lecz o polityczną. Na początek wyproszenie szefa irańskiej placówki dyplomatycznej z Kairu. Najważniejsze jest jednak coś innego.
– Egipski wywiad ma bezpośrednie kontakty z kluczowym w Teheranie Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej. Dzięki temu do Irańczyków docierają ważne przesłania od Amerykanów oraz mediatorów z innych krajów muzułmańskich i w odwrotną stronę również. Teraz to wszystko mogłoby się skończyć. Jeżeli to dzieło Irańczyków lub ich sojuszników, to nie byłoby już kanału komunikacji, nie byłoby rozmów z...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
