Kosowski eksperyment
Kosowski eksperyment
FOT. ANDRZEJ WIKTOR
Dzisiaj dobiega końca pana kadencja jako pierwszego kosowskiego rzecznika. Jak ją pan ocenia?
MAREK ANTONI NOWICKI: - Moim zadaniem było przede wszystkim stworzenie tej instytucji, i to nie tylko w sensie fizycznym. Miała ona zaistnieć w świadomości mieszkańców Kosowa, wywołać społeczne zapotrzebowanie na niezależną, obiektywną, pryncypialną i systematyczną kontrolę władz publicznych, administracji. Sądzę, że ten zamysł się spełnił, w dodatku w dość trudnej sytuacji, ponieważ rzecznik kosowski stanął - pewnie po raz pierwszy w historii - twarzą w twarz z administracją ONZ, a nie lokalną. Dla wielu polityków było niewyobrażalne, jak można doszukiwać się w działalności ONZ łamania praw człowieka.
Czy miał pan ochotę - podobnie jak zrobił specjalny sprawozdawca Komisji Praw Człowieka ONZ Tadeusz Mazowiecki, widząc swą bezsilność wobec dramatu Bośniaków w Srebrenicy - uderzyć kiedyś pięścią w biurko i rzucić mandat?
Nie było na szczęście aż tak drastycznych sytuacji. To był kosowski eksperyment: rzecznik w sytuacjach kryzysowych zdał egzamin. Teraz już nikt nie ma wątpliwości, że jest to instytucja wyjątkowo potrzebna w sytuacjach konfliktowych albo tuż po nich. Podczas jednego z pierwszych dyżurów...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
