źródło: Nieznane
Dr Andrzej Grajewski, historyk, zastępca redaktora naczelnego "Gościa Niedzielnego" Wyznanie grzechów zamiast lustracji Rz: Ryszard Bender na konferencji prasowej wymienił nazwiska kilku rzekomych tajnych współpracowników SB na KUL. Jest pan autorem książki "Kompleks Judasza", pierwszej w Polsce mówiącej o inwigilacji Kościoła. Pisał pan, że wśród duchowieństwa agenci stanowili około 10 procent, inni historycy podają nawet 15 procent. Jaka to była skala? ANDRZEJ GRAJEWSKI: Kiedy pisałem swoją książkę w latach 90., nie były jeszcze znane akta IPN. Liczba tajnych współpracowników zmieniała się w różnych okresach. Ale myślę, że ok. 10 procent jako liczba uśredniona i dotycząca okresu PRL po 1956 roku jest prawidłowa. Współpraca niektórych duchownych z SB przybierała różne formy. Czasem było to tylko kilka spotkań, a czasami jakiś ksiądz pracował bardzo ofiarnie, pobierając za to sutą zapłatę. Osoby te czasami zajmowały wysokie miejsce w nauce kościelnej, czasami ważne stanowiska w Kościele. Takie dokumenty znam osobiście. (c) ROMAN KOSZOWSKI / EDYTOR.NET Co skłaniało do współpracy?
W latach 40. i 50. elementem nakłaniającym do współpracy był strach. Dlatego inaczej trzeba oceniać ludzi złamanych w stalinowskich więzieniach i przerażonych wizją zagrożenia więzieniem najbliższych, inaczej natomiast tajnych...