Z podziemia do tartaku
- Jeszcze w 1981 roku należałem do tych, którzy naciskali, aby "Solidarność" jak najwięcej zajmowała się gospodarką, wprowadzała do niej swoich ludzi - mówi Kazimierz Łapczyński, dziś 51-letni przedsiębiorca, dawniej działacz związkowy. - Gdyby więcej ludzi "Solidarności" zajęło się nie polityką, a naprawianiem gospodarki, to sądzę, żeby byłoby w Polsce znacznie lepiej - dodaje.
W szkole zawodowej nauczył się kowalstwa, a po wojsku zaczął pracę w Fabryce Silników Małolitrażowych. W maju 1976 przeniósł się do Zakładu Mechaniczno-Odlewniczego Huty im. Lenina. - Strajki sierpniowe tak bardzo nas nie zaskoczyły. W naszym zakładzie już od 1976 roku ciągle wrzało, były przestoje w proteście przeciwko kolejnym zmianom norm akordowych - wspomina Kazimierz Łapczyński.
Gdy tworzyła się "Solidarność", zakładał struktury związkowe w hucie. Najpierw był szefem...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
