Ściegi czasu
Z Ewą Bieńkowską, historykiem idei, córką Flory i Władysława Bieńkowskich, rozmawia Krzysztof Masłoń
Tytuł pani wspomnień wydaje się oczywisty: „Dom na Rozdrożu". Mogłaby być jeszcze „Kamienica na Szucha", ale wtedy kojarzyłaby się bardziej z kazamatami Gestapo?
Ewa Bieńkowska: Znajdującymi się naprzeciwko naszego domu, w gmachu Ministerstwa Oświaty.
No to pani ojciec, będąc ministrem tego resortu, nie miał daleko.
Mógł chodzić do pracy w kapciach.
Ciekawe, że dawna nazwa ulicy – aleja Szucha – nie dała się w latach PRL wyprzeć z pamięci mieszkańców stolicy, którzy nowej nazwy – alei I Armii Wojska Polskiego – nigdy nie zaakceptowali.
Gdy wyjechałam z Polski, listy do rodziców adresowałam konsekwentnie na aleję Szucha. Widocznie naczelnik poczty zdenerwował się i powiadomiono mamę, że poczta nie będzie dostarczała takich przesyłek.
I co?
Nic się nie zmieniło. Pisałam adres po swojemu i listy jakoś do rodziców docierały....
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)



