Dobrze już było, czas na budowę
Polacy jadą na mistrzostwa Europy, ale zwycięstw trudno się spodziewać. W piątek w Goeteborgu pierwszy mecz ze Słowenią.
Do sukcesów z czasów Bogdana Wenty czy Michaela Bieglera ciężko będzie wrócić, teraz trzeba się cieszyć z tego, że reprezentacja Polski znów zagra w mistrzostwach Europy. Dwa lata temu ta sztuka jej się nie udała. Polacy odnieśli tylko jedno zwycięstwo w kwalifikacjach i zajęli ostatnie miejsce w grupie za Białorusią, Serbią i Rumunią.
Teraz też nie było łatwo, chociaż rywale w eliminacjach, z wyjątkiem Niemiec, nie byli zbyt wymagający. Na początku, jeszcze pod wodzą Piotra Przybeckiego, Polacy przegrali na wyjeździe z Izraelem, a po zmianie trenera (w 2019 roku selekcjonerem został Patryk Rombel) tylko zremisowali na wyjeździe z Kosowem, a w decydującym o awansie rewanżu z Izraelem zwyciężyli 26:23 (do przerwy przegrywali 10:11).
Iść własną drogą
Pewnym usprawiedliwieniem słabej gry w tamtych meczach mogły być kontuzje.
– Szczególnie przed Kosowem oraz Izraelem to...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
