Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki.

Szukaj w:
[x]
Prawo
[x]
Ekonomia i biznes
[x]
Informacje i opinie
ZAAWANSOWANE

Kryl, czyli prawie krewetka

30 listopada 2024 | Plus Minus | Monika Milewska
Ogółem w latach 1977–2002 polskie statki złowiły 201 tysięcy ton złotego runa. Na zdjęciu: trawler przetwórnia GDY 324, zbudowany w Stocznii Gdańskiej pod koniec lat 60., jedna z wielu jednostek „Dalmoru”. Kadłub statku wyposażony był we wzmocnienia przeciwlodowe. Załoga liczyła 103 osoby. Statek był dostosowany do połowów kryla w rejonie Falklandów
autor zdjęcia: PAP/Janusz Uklejewsk
źródło: Rzeczpospolita
Ogółem w latach 1977–2002 polskie statki złowiły 201 tysięcy ton złotego runa. Na zdjęciu: trawler przetwórnia GDY 324, zbudowany w Stocznii Gdańskiej pod koniec lat 60., jedna z wielu jednostek „Dalmoru”. Kadłub statku wyposażony był we wzmocnienia przeciwlodowe. Załoga liczyła 103 osoby. Statek był dostosowany do połowów kryla w rejonie Falklandów
źródło: Rzeczpospolita

Antarktyczny raczek miał sam, w pojedynkę, rozwiązać peerelowskie problemy żywnościowe. Czy aby tylko żywnościowe? Choć taniej byłoby hodować kurczaki lub ryby, to jednak kurczaki nie miały takiego potencjału mitotwórczego

W latach PRL-u żywności brakowało i w związku z tym pań­stwo stosowało różne dodatki do wędlin, a zwłaszcza właśnie tego kryla. Przywożono go z połowów i często kiełbasa albo szynka pachniała rybą i była nie do jedzenia – tłumaczy mo­jemu studentowi mieszkaniec Sopotu, emerytowany żołnierz Marynarki Wojennej.

Ekonomista z Gdańskiej Stoczni Remontowej zapewniał in­nego ankietującego go studenta: „Dodawano to jako wypełniacz białkowy do różnych rzeczy, do wędlin, do jakichś tam mielonek. Tego kryla wciskano wszędzie, gdzie się go dało wcisnąć”. Mon­ter ze Stoczni Gdańskiej im. Lenina przypomina sobie, że kryla w czasach kryzysu można było spotkać w mortadeli. Pracujący w tym samym zakładzie stolarz opowiada o kiełbasie bałtyckiej, którą przyrządzało się na gorąco. Miała dużo białka, ale była niezdrowa i bardzo niedobra. Księgowa z Piły stara się opisać tę kiełbasę dokładniej: „Miała ona brzydki wygląd, taki szarobrunat­ny, i pachniała jak ryba. Bardzo szybko zieleniała w lodówce. Nie dało się jej jak dawniej, w latach mojego dzieciństwa, powiesić przy kaloryferze i podsuszyć, aby smakowała tak jak kiełbasa myśliwska”. Sprzedawczyni w sklepie odzieżowym w Gdańsku oświadcza, że kiełbasa ta już z natury była lekko zielona lub brązowa i w związku z tym nie wyglądała zbyt apetycznie. Eks­pedientka z GS-u w Stegnie twierdzi, że kryla dodawano tylko do kiełbas gorszego gatunku, „bo...

Dostęp do treści Archiwum.rp.pl jest płatny.

Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.

Ponad milion tekstów w jednym miejscu.

Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"

Zamów
Unikalna oferta
Wydanie: 13040

Wydanie: 13040

Zamów abonament

Ta strona używa plików cookies i podobnych technologii. Jeżeli nie zmienisz ustawień, cookies będą zapisywane w pamięci Twojego urządzenia. Więcej w Polityce prywatności.

Zamknij