Wieczna wigilia
Nie ma lepszej okazji, aby pomyśleć o pojednaniu, niż Wigilia. Przecież pod choinką nie będziemy się kłócić ani obrzucać błotem; mąż z żoną, teściowa z synową, brat z bratem.
Płytko rozumiemy to pojednanie i równie płytko praktykujemy; usiąść przy stole, pomilczeć, napić się razem wódki. Jutro znowu weźmiemy się za łby. Sednem takiego pojednania jest zakłamanie; nie będziemy mówić o tym, co nas podzieliło, i o tym, co boli. Będziemy rozmawiać o pogodzie, o meczu, najwyżej o kutii z makiem.
Istotą pojednania musi być prawda, ale nie taka, że tylko moja jest najprawdziwsza, a kto nie chce jej...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)