Zbyt słabi, by być władzą. Zbyt uparci, by się poddać
Gdybyśmy dostawali złotówkę od każdej medialnej wzmianki o sojowej latte, jaką piją aktywiści z ruchów miejskich albo o życiu z grantów od Sorosa, to opływalibyśmy w luksusy i bili się o miasto jak równy z równym z partiami politycznymi.
Z dużym zainteresowaniem przeczytaliśmy temat główny „Kto się boi miejskiej rewolucji” z ostatniego numeru „Plusa Minusa” z 2025 r. (wydanie 52, 27-28 grudnia 2025 r.), a zwłaszcza tekst „Samolubne metropolie” autorstwa Marka Grąbczewskiego dotyczący postulatów ruchów miejskich. Jako „Miasto Jest Nasze” – największy ruch miejski w Polsce poczuliśmy się nieco wywołani do tablicy, aby z jednej strony sprostować kilka tez padających w tym artykule, a z drugiej przedstawić szerszy kontekst sytuacji, w jakiej przychodzi działać w Polsce ruchom miejskim anno domini w 2026 r.
Wypada zacząć od definicji, której trochę zabrakło w wyżej wymienionym artykule. Autor dość ogólnie traktuje o postulatach ruchów miejskich, gdy tymczasem są to bardzo różne byty, nieraz znacząco się od siebie różniące. Historycznie ruchy miejskie w Polsce powstawały po prostu jako organizacje niemogące znaleźć swojej reprezentacji w istniejących partiach. Lokalni społecznicy zakładali stowarzyszenia, które albo decydowały się na start w wyborach samorządowych wchodząc w tzw. twardą politykę, albo swój wpływ zaznaczały tylko pośrednio poprzez lobbowanie za zmianami konkretnych polityk wpływających na sposób funkcjonowania miasta.
Również afiliacja polityczna ruchów miejskich wcale nie jest jednoznaczna jak nieraz chce się to na siłę przedstawiać w mediach, utożsamiając...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)