Czy możemy liczyć na Francję
Istnieje wyraźny rozziew między ambitnymi celami, jakie prezydent Emmanuel Macron wskazuje Francji i Europie, a możliwościami jego kraju i skalą społecznego poparcia dla jego polityki.
USA nie traktują obecnie Europy jako poważnego sojusznika i partnera. Gdy 18 sierpnia ubiegłego roku prezydent Donald Trump podejmował europejskich przywódców w Białym Domu, był w dobrym humorze i nie szczędził im komplementów. Goście z Europy z nawiązką rewanżowali się gospodarzowi spotkania. Nikt jednak nie mógł mieć złudzeń, że odbywało się spotkanie równorzędnych partnerów. Było to raczej spotkanie hegemona z jego wasalami.
Podobny obraz widzieliśmy nieco później w Hadze, gdzie ogłoszono decyzję o podniesieniu przez państwa członkowskie NATO wydatków na obronę do 5 proc. ich PKB. Tę decyzję przeforsował amerykański prezydent. Była słuszna i zgodna z interesami państw europejskich, ale nie oznacza to, że nabraliśmy przekonania, że w razie poważnego zagrożenia dla bezpieczeństwa Europy, Stany Zjednoczone zaryzykują własne bezpieczeństwo w jej obronie.
Ostatnio stała się rzecz jeszcze gorsza i trudna do wyobrażenia przed inauguracją drugiej prezydentury Trumpa. Amerykański prezydent publicznie rozważa użycie siły wobec Danii, sojusznika USA, w celu pozyskania Grenlandii. Zapewne nie posunie się tak daleko, ale jego słowa są wyrazem nie tylko skrajnej nielojalności w stosunku do sojusznika z NATO, ale powinny stanowić memento dla wszystkich europejskich państw połączonych sojuszem ze Stanami Zjednoczonymi.
Ogłoszenie nowej Narodowej Strategii Bezpieczeństwa...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)