Historia samochodów elektrycznych. Część 1
Gdy 1 maja 1899 r. pod Achères Camille Jenatzy wsiadł do elektrycznego „bolidu” – wiadomo było, że nastąpi coś niezwykłego. Prowadzony przez niego pojazd osiągnął prędkość ponad 105 km/h.
W ostatnich moich felietonach – jeśli ktoś śledzi ich kolejne edycje – mowa była o doskonaleniu okrętów podwodnych. Tematyka ciekawa, ale jednak trochę odległa od naszej codzienności, bo sądzę, że nikt z moich Czytelników nie udaje się na co dzień do pracy czy domu okrętem podwodnym... Natomiast samochodów używamy wszyscy, a nadchodzą czasy, gdy modnie i pod wieloma względami wygodnie będzie używać auta elektrycznego. Poznajmy więc ich historię.
Prapoczątki „elektryków”
Na temat pojazdów z elektrycznym napędem pisałem już w felietonie „Od kiedy jeździmy elektrycznymi pojazdami?” („Rzecz o Historii”, 10 stycznia 2020), ale tam głównie była mowa o elektrycznej kolei i tramwajach. Do tych pojazdów energię doprowadzano przez szyny lub przewody trakcyjne, co stanowiło ogromne ułatwienie dla konstruktorów tych maszyn. Teraz natomiast skupimy się wyłącznie na elektrycznych samochodach, które musiały wozić zasoby energii elektrycznej ze sobą – najpierw w bateriach, potem zaś w akumulatorach. Należy podkreślić, że to nie silnik elektryczny, który skonstruowano w wersji nadającej się do napędu pojazdu dość wcześnie – patrz felieton „Elektryczność pracuje” („Rzecz o Historii”, 15 listopada 2019) – lecz akumulator stanowił klucz do powstania elektrycznego samochodu. Ale...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)

