Gdy Trump mówi o pokoju, myśli o zyskach dla pewnych elit
Wybór członków Rady Pokoju nie jest przypadkowy. Silne związki prezydenta USA z biznesem uwidoczniły się m.in. przy okazji działań podejmowanych w Wenezueli czy też Ukrainie. Przy inwestycjach w Gazie można się spodziewać podobnych wzorców – mówi dr hab. Agnieszka Bieńczyk-Missala, politolożka z Uniwersytetu Warszawskiego.
Co oznacza dla Strefy Gazy oraz ładu międzynarodowego w ogóle powołanie Rady Pokoju Donalda Trumpa?
Nie jest pewne, czy Rada Pokoju okaże się sukcesem dla jej inicjatora, prezydenta USA, i czy przyniesie realne konsekwencje. Tryb jej powołania wpisuje się jednak w działania omijające przyjęte standardy współpracy międzynarodowej i jest sprzeczny z kulturą dyplomacji wielostronnej. Co prawda powołanie Rady Pokoju zostało przewidziane w rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 2803 z listopada 2025 r., jednak w praktyce mandat instytucji międzynarodowych jest najczęściej wynikiem negocjacji zainteresowanych państw.
W tym przypadku chodzi o inicjatywę ogłoszoną jednostronnie bez procedur zapewniających przejrzystość. Prezydent Donald Trump ma być przewodniczącym i dożywotnim członkiem Rady. Ponadto członkostwo ma charakter selektywny i uznaniowy, a zaproszeniom wystosowywanym do przedstawicieli państw towarzyszy narracja presji, o czym przekonał się m.in. prezydent Francji Emmanuel Macron, który jako pierwszy odmówił udziału w inicjatywie. Demokratyczni przywódcy obawiają się powstania alternatywnych rozwiązań wobec tych przyjętych po II wojnie światowej, zwłaszcza w obszarze kompetencji Organizacji Narodów Zjednoczonych.
A...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
