Kino kontra autorytarny świat
Ostatnie filmowe Berlinale wywołało medialną burzę, bo zdaniem szefa jury Wima Wendersa, kino powinno odciąć się od polityki. Otwarty list do dyrekcji „oburzeni milczeniem festiwalu na temat wojny w Gazie” wystosowali artyści, m. in. Tilda Swinton i Javier Bardem.
Jeśli w naszym konkursie nie znajdziesz czegoś do pokochania, to znaczy, że nie kochasz kina – powiedziała na pierwszej konferencji prasowej nowa dyrektorka Berlinale Tricia Tuttle. I, jak się okazało, miała rację.
Tegoroczny festiwal, choć nie zjechali do stolicy Niemiec „wielcy” Hollywoodu, był jedną z najlepszych edycji od lat. Zwyciężyło kino. Nie pamiętam imprezy, łącznie z tą najsłynniejszą – w Cannes, by w prestiżowym rankingu pisma „Screen International” konkursowe filmy jakiegoś festiwalu miałyby tak wysokie noty. I to nie jest przypadek. To znakomita praca berlińskiej komisji selekcyjnej, której członkowie obejrzeli kilka tysięcy filmów fabularnych, dokumentalnych i krótkich ze 100 krajów.
Dyskusja o miejscu sztuki filmowej w społecznym życiu zaczęła się w tym roku jeszcze przed pierwszym pokazem, gdy na konferencji prasowej jury przewodniczący Wim Wenders powiedział, że kino powinno odciąć się od polityki.
Po tym stwierdzeniu wybuchła medialna burza, która praktycznie trwała do końca festiwalu. Dziennikarze podchwycili jedno niefortunnie wypowiedziane zdanie, nie zważając na to, co reżyser mówił potem. A tłumaczył, że żaden film nie zmieni polityki, ale może wpłynąć na sposób myślenia ludzi, przy czym jest ogromna różnica między tym, co myślą dziś obywatele i co robią rządy. „Niewiele się...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)