Jeśli w Iranie nie będzie demokracji, pozostanę na wygnaniu
Myślę o Irańczykach w kraju. Co się z nimi stanie, jeśli zraniony reżim przetrwa? – pyta Mariam Mirza, irańska dziennikarka i aktywistka, emigrantka polityczna.
Co pani poczuła, gdy usłyszała pani wiadomość, że USA i Izrael rozpoczęły w sobotę wojnę? Nadzieję czy strach?
Oczywiście byłam przerażona. Wojna jest przerażająca. Ale czy Iran naprawdę żył w pokoju przed tą wojną? W styczniu tysiące protestujących zginęło w ciągu zaledwie dwóch dni. Ten konflikt jest również czymś, do czego reżim dążył od lat, inwestując majątek naszego kraju w nieuzasadnione ambicje. Mówiąc „nieuzasadnione ambicje”, mam na myśli to, że prawowity rząd w czasie, gdy nasz naród stawał się coraz biedniejszy, skupiłby się na dobrobycie Irańczyków, a nie na realizacji strategii, która już okazała się nieskuteczna. Jestem absolutnie przeciwna wojnie – jakiejkolwiek. Ale nie definiuję wojny tylko jako ataku agresywnego mocarstwa zagranicznego wobec innego kraju. Republika Islamska zabiła tysiące demonstrantów, a zaraz potem sekretarz generalny ONZ António Guterres wysłał list gratulacyjny do reżimu w rocznicę jego powstania... To kto wtedy bronił wojny przeciwko narodowi irańskiemu?
Szybko się okazało, że Ali Chamenei zginął w sobotę w jednym z pierwszych ataków. Jak pani zareagowała?
Poczułam lekkość w sercu. Ta noc niosła kruchą...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
