Kuba w cieniu wojny w Iranie
Reżim w Hawanie gra na czas. Liczy, że irański konflikt ostatecznie odciągnie uwagę Donalda Trumpa od wyspy. Ale może być dokładnie odwrotnie.
– Se tronco el domino (domino zostało złamane) – mówi „Rzeczpospolitej” dramaturg Yunio Garcia Aguilera, który trzy lata temu musiał uciec z Kuby przed represjami reżimu i zamieszkał w Madrycie. Chodzi o wyrażenie, które mówi, że gra się skończyła.
Trump chciał powtórzyć na wyspie wariant wenezuelski: zamienić bezwzględnego prezydenta Miguela Díaz-Canela na kogoś bardziej skłonnego do współpracy z Waszyngtonem. Na początku tego tygodnia „New York Times” nawet napisał, że decyzję o likwidacji kubańskiego przywódcy Marco Rubio już podjął. Ale sekretarz stanu uznał na komunikatorze X, że wiadomość jest fałszywa. Powtórzenie operacji z Maduro musi zaczekać.
Bo też Kuba to nie Wenezuela. Tu aparat władzy trzyma się znacznie mocniej.
– Część reżimu jest równie fanatyczna, jak irańscy ajatollahowie. Żywy jest tu kult zmarłego Fidela Castro, kubańska wersja męczeństwa. Trudno jest znaleźć kogoś takiego jak Delcy Rodríguez (wiceprezydent Wenezueli, która poszła na współpracę z Trumpem). Ludzie aparatu podejrzliwie podchodzą do wszelkich kontaktów z Amerykanami. Obawiają się, że to jest pułapka szykowana...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
