Gość z Waszyngtonu wspiera na ostatniej prostej
Węgierski premier liczył, że przyjazd wiceprezydenta USA przekona wyborców, iż tylko utrzymanie dotychczasowej władzy uchroni ich kraj przed wojną. Ale J.D. Vance sam stał się zakładnikiem wojny – na Bliskim Wschodzie.
To był seans alternatywnej rzeczywistości. J.D. Vance przyleciał do Budapesztu na 120 godzin przed parlamentarnymi wyborami, które może przegrać autorytarny lider Fideszu. Ale w trakcie konferencji prasowej z Viktorem Orbánem amerykański przywódca trzykrotnie oskarżał „brukselskich biurokratów” o próbę ingerencji w głosowanie nad Dunajem. Dla przypomnienia: przywódcy zachodniej Europy od dawna szerokim łukiem omijają węgierską stolicę, byle nie spotkać się z oskarżeniami o mieszanie się w politykę tego kraju.
Vance chwalił także Orbána za „obronę wolności”. Chodzi o polityka, który przejął kontrolę nad właściwie całością węgierskich mediów. Amerykanin dowodził także, że premier Węgier jest wzorem tego, jak powinna być prowadzona polityka energetyczna. Znów powrót na ziemię: Viktor Orbán, inaczej niż niemal cała wolna Europa, nie zrobił nic, aby...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
